Podczas tej mowy pan Starosta w czoło
Księdza jasnymi patrzał się oczyma;
Nagle jak człowiek, gdy ujrzy, że gołą
Zbójca siekierę nad głową zatrzyma...
Zadrżał. – A wtem pan Sawa wszedł wesoło,
Sawa, ogromny skarb dla pisoryma,
Pół Kozak, a pół szlachcic – ten donosił,
Że całą groblę Starosty krwią zrosił.
I widać było to na nim; wszedł z brzękiem,
Hucznie, lecz spójrzał i zmięszał się cały
Ujrzawszy oczy, w których całym pękiem
Kupido trzymał najeżone strzały.
Zamek był broni napełniony szczękiem,
Trup na podłodze, karmelita biały
Nad trupem, blady Starosta, stół krwawy,
Za stołem panna anielskiej postawy
Jako Sybilla z piórem w ręku. – Basta!
Na tym się moja pieśń kończy obrazie.
Dalej ujrzycie zapalone miasta,
Szlachcica z Żydem, z psem, na drogoskazie
Wiszących – romans w poemat urasta –
Coś w nim o królu będzie, o zarazie,
O Panu Bogu. Pociągnąwszy hausta,
Jak się rozogni myśl, napiszę „Fausta”.
Jak się rozgniewam na imaginacją,
Diabłowi oddam bohatera duszę...
I pewnie zyskam wszystkich aprobacją,
A tych, co płakać ze mną nie chcą – zmuszę.
I demokracją, i arystokracją
Do łez głębokich trzecią pieśnią wzruszę
Wziąwszy następnie za rymów dewizę:
Jeżeli gryzę co – to sercem gryzę.