Że teraz nawet szlachtę okoliczną
Zarażasz? – Nimfo! za twoim przewodem
Ja sam wędrówkę już odbyłem śliczną!
I jestem dzisiaj – niech cię porwie trzysta! –
Nie Polak – ale istny bajronista...
Trochę w tym wina jest mojej młodości,
Trochę – tych grobów, co się w Polszcze mnożą,
Trochę – tej ciągłej w życiu samotności,
Trochę – tych duchów ognistych, co trwożą,
Palcami grobów pokazując kości,
Które się na dzień sądny znów ułożą
I będą chodzić skrzypiąc, płacząc, jęcząc,
Aż wreszcie Pana Boga skruszą – dręcząc.
Prześliczna strofa! mógłbym zacząć od niej
Nowy poemat, jak „Sąd ostateczny”;
I przy eumenid pokazać pochodni,
Jak jest grzech każdy dziwnie niebezpieczny;
Jak w jasnym niebie daleko jest chłodniej
Niż w piekle, kędy płonie ogień wieczny;
Lecz wolę dzieło to rzucić na później,
Bo do porządku mnie wołają woźni...
Ci woźni są to krytycy. – Kolego,
Byłżeś w Arkadii tej, gdzie jezuici
Są barankami?... Pasą się – i strzegą
Psów; i tym żyją, co ząb ich uchwyci
Na pięcie wieszcza. Kraina niczego!
Pełna wężowych ślin, pajęczych nici
I krwi zepsutej – niebieska kraina,
Co za pieniądze bab – truć nas zaczyna.
O Polsko! jeśli ty masz zostać młodą
I taką jak ta być, co dzisiaj żyje,