Trzeba dać woły najleniwsze z trzody;
Dopóki każdy z was na koniu jeździ,
Nigdy się w jednym miejscu nie zagnieździ.
Skądże wam przyszło, żeście tu z jaszczura
Dobyli szabel i na konie wsiedli?”
Na to pan Zbigniew: „Oto jest rzecz, która
Zwaśniła obu, gdyśmy tutaj jedli
I pili: oto złota miniatura,
O którą srogi bój obaśmy wiedli.
O taką się rzecz bijemy nie pierwsi;
Ja mu ją, księże, sam zerwałem z piersi.
A zerwawszy ją, chciałem serca dostać
Spod żeber jego tą szablą turecką”.
Tak mówiąc strasznie miał marsową postać.
A ksiądz: „O takąż rzecz chodziło świecką?
Warto by obu dyscypliną chłostać!
Wstydź się, wielmożny hrabio! jesteś dziecko!
Tę miniaturę mi dała dla ciebie
Córka Starosty dziś, jak Bóg na niebie!
Ja zaś, nie mając kieszeni w habicie
I nie chcąc wieszać tej rzeczy na sobie,
Dałem ją Sawie, by ją schował skrycie,
Aż mi ją przyjdzie na myśl oddać tobie;
A przy tym i list, skropiony obficie
Łzami, a w takim pisany sposobie,
Że choć ksiądz jestem, w miłostkach nie służę,
Podjąłem się ten list schować w kapturze:
Oto jest pismo dziś pisane w nocy,
Czytaj waść! ja tymczasem na koń siedę;
Bar potrzebuje dziś mojej pomocy:
Lub go ocalę, lub niebo zdobędę”.
Beniowski, blady jak duch o północy,

  WJKVJXM WJJBPZM WQPJGQM WQJQZXM WQXGVJM