Nie będziesz temu wierzył, lecz ja – wierzę.
Przepowiadając mówiła mi stara,
Że widzi ciebie w sankach z wieloryba,
A zaś przy tobie stoi jakaś mara
Ubrana w szaty dziewicze – to chyba
Ja... Czy nieprawda? – O! gdyby ta szpara!
Gdyby ta jasna z dyjamentu szyba,
Przez którą Diwa widzi przyszłe rzeczy,
Mogła zastąpić we mnie wzrok człowieczy!
Zgodziłabym się nie widzieć na niebie –
Gwiazd ani słońca, nie widzieć błękitu,
Lecz tylko w każdej chwili widzieć ciebie;
Na ciebie patrzeć od zmroku do świtu. –
Zda mi się nawet, że w jakiej potrzebie
Pomogłabym ci oczyma – do szczytu
Szczęścia i sławy... choćby”... Tu przerwany
Był list i dwoma plamkami zwalany.
Te plamki do ust były podniesione,
Lecz ksiądz podstawił pod usta szkaplerza.
„Te całuj – krzyknął – te rany czerwone,
Które Chrystus miał: godne ust rycerza,
Nie te kropelki łez gorzkie i słone,
Z których rdza pada na kryształ puklerza!
Rzuć ten list – daj go, jak mówią, szatanu –
A słuchaj: ważną misją dam waćpanu.
Piszą mi – że tron odzyskał khan Giraj,
Przyjazny zawsze Polsce był khanisko;
Masz listy, których, proszę, nie otwieraj,
Aż staniesz w Krymie. Wprawdzie to nieblisko,
Jaskółki wiedzą tam drogę na wyraj
I bocian także z małą szarą pliską