A pomyśl tylko ty: czymże ja jestem?
Garsteczką prochu, co jutro w dolinie
Będzie rodziła chwasty i lilije;
Dzbanem, z którego strumień wiary płynie,
A który jutro Bóg nogą rozbije.
Nośże ty ducha w tej cielesnej glinie;
A nie lękaj się, gdy wiatr w oczy bije
Z błyskawicami. Na końcu żywota
Czyny człowiecze waży szala złota.
Tam wszystkie nasze łzy i krew rozlana
Są policzone i nie ginie jedna
Kropelka, ani biała, ni różana,
Lecz każda waży i ważąc wyjedna
Światło wieczyste. Idź więc w imię Pana!
A byłaby też ta Ojczyzna biedna,
Gdyby dla ciebie, zginionego młodo,
Łez nie znalazła. – Bądźże więc tą wodą
Ochrzczony teraz i w grobowcu późnym”.
To mówiąc ręce wyciągnął – i drżały.
Słuchał go rycerz z czołem smutnie groźnym
I był na twarzy przerażeniem biały,
I skry mu z oczów szły, i dreszczem mroźnym,
Miłością wielką dla nieszczęsnej chwały
Czuł się przejęty. Będąc tak ognisty,
Z ręku księdzowskich wziął do Khana listy;
I wraz obrócił konia na południe
Ku wschodzącemu wtenczas miesiącowi...
Jechał i marzył o przyszłości cudnie.
A któż sny takie młodości wypowie?
Choć aniołami te strofy zaludnię,
Choć z ziemi stworzę kraj podobny snowi,
Nie dosyć będzie – przez gościniec z ostów,
Kwiatów z różanych gwiazd i z tęczy mostów.

  WJQYVGM WJVVVXM WJZGGPM WQKKZGM WQYKJKM