Wybornie umiał wędzić gęsi skrzydło
I po tatarsku zawijać kołduny –
Król perski, który płacił złota minę
Za każdą nową rzecz, to za boćwinę
Dałby dwie. – O boćwino! Hipokreno
Litewska! Ty, co utworzyłaś szkołę!
Waza twa zawsze wytryska Kameną,
Która ma oczki gazeli wesołe,
A w ręku białym swym – ni piu, ni meno –
W rączkach, które są zakasane, gołe,
Wieniec z barszczowych uszów; o nagrodo!
Ze mi ją kiedyś dasz – marzyłem młodo...
Lecz teraz tracę nadzieję. Niestety!
„Nie Iza” – jak mówi Kochanowski – próżno!
Próżno deptałem parnasowe grzbiety
I miałem nieraz Dyjanę usłużną:
Kiedym chciał zamknąć Sybir w tryjolety,
Muza została mi rymami dłużną;
Z tego więc poszło, że pisałem prozą,
„Odjemną” – mówi „Tygodnik” – o zgrozo!
Odjemną! – czy od „Tygodnika”? Boże!
Kto tam odejmie co, ten będzie mądry;
Ty byś nie odjął nic sam, Pitagorze,
Z twoją tabliczką w ręku...
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Po kropkach piszę dalej. Wiatr był chłodny
I ogień palił się wesoło z trzaskiem;
Beniowski nie był to bohater modny,
Co się księżyca tylko karmi blaskiem,