Usiadłszy, włosy zrzuciwszy na łono,
Dwie nóżek w jedno włożyła strzemiono.
Kozak ustąpił i nie mówiąc słowa
Pędził do swego stepowego domu.
Była to grota podziemna, stepowa,
Mało widziana i wiadoma komu.
Koń się w niej mieści i trzoda się chowa,
Kiedy po niebie leją węże gromu.
Tam młody Sawa żył pośrzód burzanów,
Z nim koń, pies wiemy i kilka baranów.
Pies pod niebytność pana – był pastuchem,
Wyganiał trzodę i wilki zagryzał,
Straszny pies: czarny, z obszarpanym uchem,
Gdzie krew zawrzała, jakby kto poniżał
Korale; szyja obtarta łańcuchem;
Bo pies swojego pana tylko lizał,
Gości zaś zębem przerażał i białkiem,
Sądząc się w pana pałacu – marszałkiem.
Sawa wracając raz znad Styru dolin –
Jeździł albowiem nieraz w Ziemię Łucką
Z atentacjami do jednej z podstolin –
Wracając... patrzy: pies z mordą kałmucką
Siedzi przed samą grotą jak Ugolin
Smutny, nad czaszką ogryzioną ludzką
I oblizuje się po krwawych chrapach
Jako egipski bóg na tylnych łapach.
Lecz czy ta czaszka zjedzonego trupa
Chodziła kiedy nogami szlachcica?
Czy była czaszką Rugieri biskupa?
Nie mogąc się od psa ni od martwica
Dowiedzieć, przykuł brytana do słupa.
A pies zapatrzył się w oczy księżyca,
Nie jęczał, nie gryzł żelaza, nie skakał:

  WQJZKQM WQKGXYM WQBQPYM WJGZYBM WJZBKZM