Ale zapatrzył się w księżyc – i płakał.
Kto widział w Rzymie posąg niewolnika
Germana, który w smutku cicho stoi,
Wie, co twarz, choćby zwierzęca i dzika,
Zawiera bolu, gdy się uspokoi
I kraj przeszłości myślami odmyka,
I o wolności kiedyś dawnej roi...
Wie, co czuł Sawa, gdy na łańcuch schwytan
Nie wyrzucał mu nic – milczący brytan.
Więc go potrzymał tak, potem zmiękczony,
Na wolność puścił znów antropofaga.
Lecz odtąd pies był dziwnie zamyślony
I smutku wielka w nim była powaga.
Czy to dlatego, że był nakarmiony
Amerykańskim zwyczajem Osaga?
I uczuł dziwną czczość zjadłszy w parowie
Poetę może, z poematem w głowie?...
Nie wiem... i wolę nie dochodzić wcale.
Więc do powieści. Sawa wszedł do jamy.
Słońce wschodzące przez burzanów fale
Lało się w grotę ognistymi błamy,
Barany białe leżały na skale
Nad grotą. – Obraz ten oprawić w ramy! –
Za Sawą wszedł koń w jamę wyzłacaną
Słońcem i poszedł do żłobu po siano.
Za Sawą weszło dziewczę z gołębiami,
Pies łasił się, koń rżał, ptaki gruchały.
Brylantowymi jedno źródło skrami
Padało z tętnem, lejąc się ze skały. –
Idyllę moją pies cokolwiek plami
Przeszłością; ale któż jest doskonały? –
Pies więc i grota, koń, gołębie, trzoda;
Spokojne słońce wschodzi, mruczy woda.

  WQQPZJM WQVKGBM WQGXGBM WJKVVJM WJXGYVM