Krew twoja zimna,kości twe bez szpiku,
Nie ma już siły widzenia w tych oczach,
Którymi błyszczysz.
LADY MAKBET
Szlachetni lordowie,
Chciejcie uważać to za rzecz zwyczajną;
Jest to w istocie niczym,szkoda tylko,
Ze nam zasępia swobodę tej chwili.
MAKBET
Co bądź kto śmie,i ja śmiem;przystąp do mnie
Jako kudłaty niedźwiedź puszcz północnych,
Opancerzony nosorożec albo
Tygrys hirkański;przywdziej,jaką zechcesz,
Postać,wyjąwszy tę,a silne moje
Nerwy nie zadrżą;wróć wreszcie do życia
I w głąb pustyni wyzwij mię na ostrze,
Jeśli drżąc cofnę kroku,to mnie ogłoś
Lalką bez serca.Precz,okropny cieniu!
Duch znika.
Zwodnicza maro,precz!Ha!znikłeś przecie!
Teraz znów jestem mężem.Siedźcie,proszę.
LADY MAKBET
Przerwałeś ucztę,popsułeś wesołość
Tym osobliwszym dziwactwa napadem.
MAKBET
Możeż się zdarzać coś takiego?Lotnie,
Jak letni obłok,mimo nas przeciągać
I nie przejmować nas na wskroś zdumieniem?
Wy mię kłócicie z własną świadomością,
Bo nie pojmuję,jak mogliście patrzeć
Na to widziadło i zachować przy tym
Na licach zdrową,naturalną cerę,
Gdy moje trwoga ubieliła.
ROSSE
Jakie
Widziadło,panie?
LADY MAKBET
Nie mówcie nic,proszę,
Bo pogorszycie jego stan.Pytania
W podobnych razach w wściekłość go wprawiają.
Dobranoc,mili panowie,odejdźcie.