skoro widzą rzednące galantów szeregi.
Opuszczone, posępne, upatrują ninie
jedyny swój ratunek w świątobliwej minie;
i tych cnotliwych kobiet surowość cudacza
bezwzględnie gani zawsze, nigdy nie wybacza;
hałaśliwie piętnują występek rzekomy –
nie z miłości, lecz tylko z zawistnej oskomy,
nie mogą bowiem strawić, aby inni mieli
rozkosz, od której starość na wieki je dzieli.
PANI PERNELLE
Taką bajką tumanisz siebie samą chyba.
Elmiro, człowiek musi tu milczeć jak ryba,
gdyż ta panna nikomu nie da przyjść do słowa;
pozwól jednak, że w końcu przemówi teściowa.
Mój syn wybornie zrobił, przyznać mu to muszę,
gdy przygarnął u siebie tę pobożną duszę,
którą sam Bóg nam zsyła, iżby mąż ten prawy
zbłąkaną waszą trzódkę przywiódł do poprawy;
powinniście go słuchać, by wstąpić do nieba:
on tylko to potępia, co potępić trzeba.
Te wszystkie odwiedziny, bale, maskarady −
piekielny duch wynalazł dla naszej zagłady.
Nigdy się tam nie słyszy nabożnej rozmowy,
jeno piosnki, czcze słówka i szczebiot jałowy;
nieraz się bliźnim przy tym dostaje niezgorzej,
bo się tam po plotkarsku częstokroć gaworzy.
Nawet rozsądnym ludziom rozum się pomiesza,
gdy w kołomąt ich wprawi ta krzykliwa rzesza.
Między prawdą a fałszem w mig zanika przedział −
i, jak to pewien doktor świetnie raz powiedział,
prawdziwą wieżę Babel mamy tam, gdyż baby
gadają jak najęte... Ho, ho, czy się aby
(wskazując na Kleanta)
nasz pan Kleant się śmieje, iż oto podwika
mówi też o długości babskiego języka!
Idź do błaznów, gdy śmiać się masz chęć; oni bowiem...
Ale żegnaj, synowo − nic więcej nie powiem.
Wiedz: mój dla was szacunek zmalał znakomicie;
dużo wody upłynie, nim mnie tu ujrzycie.
(wymierza policzek Flipotce)
A ty mi, kocmołuchu, będziesz lelków patrzeć?
Do diaska! jeszcze uszu potrafię ci natrzeć.
Chodźmy, flądro.