SCENA 5
ORGON, KLEANT
ORGON, KLEANT
KLEANT
Prosto w nos ci się śmieje, snadź za dudka ma cię;
a choć nie chcę bynajmniej rozgniewać cię, bracie,
że słuszne są jej drwiny, wyznam ci otwarcie.
Gdzież kto widział podobne opętanie czarcie?
Czyżby ten człowiek władał czarami, lubystkiem,
żeś dla niego, mój bracie, zapomniał o wszystkim,
żeś go z nędzy wydobył swą kapryśną chętką,
a teraz na dobitkę...
ORGON
Szwagrze, nie tak prędko!
Męża, o którym mówisz, nie znasz jeszcze wcale.
KLEANT
Niech będzie, że go nie znam, skoro chcesz tak. Ale –
na to, by się domyślić, co to jest za postać...
ORGON
Ręczę, że wielbicielem jego mógłbyś zostać,
że gdy go poznasz, będziesz zachwycony także.
To człowiek który... który... jest człowiekiem, szwagrze.
Kto nauk jego słucha, ten żyje w spokoju,
na ludzi spoziera jak na kupę gnoju.
Jego wpływ mię odrodził, zrobiłem się twardy,
on mię dla sentymentów nauczył pogardy;
od wszelakich przyjaźni duch mój wyzwolony;
choćbym widział śmierć brata, dzieci, matki, żony,
tyle to mnie obejdzie, co trzaśnięcie z bata.
KLEANT
Winszuję tej postawy, proszę pana brata!
ORGON
Ha! gdybyś widział, bracie, jak się z nim zetknąłem,
obydwaj byśmy dzisiaj kochali go społem.
Codziennie do kościoła przychodził i skromnie,
w skupionej pobożności klękał tuż koło mnie.