Ściągał na siebie oczy wszystkich, co tam byli,
Żarliwością swych modłów. Od chwili do chwili
wzdychał ciężko, zapadał w nabożne ekstazy,
kornie całował ziemię niezliczone razy;
kiedy zaś wychodziłem, on prędko biegł przodem,
by święconą mi podać z kropielnicy wodę.
Słysząc od jego sługi, który wzór zeń bierze,
o jego niedostatku, zasługach i wierze,
składałem mu podarki; lecz on, pełen miary,
zawsze pragnął mi zwrócić choć część mej ofiary:
«To za dużo − powiadał − w dwójnasób za dużo;
inni bardziej ode mnie na litość zasłużą».
Że zaś przyjąć tych zwrotów ja się nie zgadzałem,
żebrakom szedł to rozdać ze zbożnym zapałem.
Wreszcie Pan Bóg mię natchnął, bym go wziął do siebie,
i odtąd wszystko idzie w tym domu w jak niebie.
Dba o każdy szczególik, nawet mojej żonie
poświęca moc uwagi ku mej czci obronie,
ostrzega mnie przed ludźmi, co smalą cholewki,
jest o nią zazdrośniejszy niż ja, bardziej krewki.
Czułość jego sumienia nad podziw jest wielka:
boli go, jak grzech ciężki, lada bagatelka,
nigdy najmniejszej winy sobie nie przebaczy –
tak dalece, że kiedyś bliski był rozpaczy,
gdy pchłę złapał na sukni odmawiając modły
i zbyt gniewnie ją zabił, co ma za czyn podły.

KLEANT
Pleciesz takie androny, aż mi nieprzyjemnie.

  WQKVKJM WQJPJZM WQZYVGM WJQPPVM WJQQGXM