własnym czynem prostują nasze zdrożne czyny.
Pozór zła, pozór grzechu nie bardzo ich wzrusza,
dobrze mniemać o innych skłonna jest ich dusza.
Obmowa ich nie nęci, nie bawi intryga;
w znojnym trudzie ku cnocie każdy z nich się dźwiga;
nadmiernej surowości dobroć ich unika,
grzech mają w nienawiści, ale nie grzesznika;
nie chcą być, w służbie Boga, przesadnie zażarci,
ni karcić zła dotkliwiej, niż sam Bóg je karci.
Oto są dla mnie wzory, oto ludzie szczerzy,
oto jakich przykładów trzymać się należy.
Twój człowiek snadź innego jest pokroju, szwagrze −
chwalisz go w dobrej wierze, wielbisz go, a jakże,
lecz sądzę, żeś olśniony światłem nie najzdrowszym.

ORGON
Mój drogi panie bracie, skończyłeś już?

KLEANT
Owszem.

ORGON
Padam, do nóg waszmości.
(chce odejść)

KLEANT
Bracie, jedną chwilę.
Porzućmy te spory. −Jeśli się nie mylę,
Walery miał twym zięciem zostać za twą zgodą?

ORGON
Tak.

KLEANT
I dzień oznaczono, kiedy pannę młodą
miał pojąć.

ORGON
Słusznie.

KLEANT
Czemuż to się dziś odwleka?

ORGON
Nie wiem.

KLEANT
Czyżbyś innego upatrzył człowieka?

ORGON
Może.

KLEANT
Danego słowa szwagier nie dotrzyma?

ORGON
Tegom nie rzekł.

KLEANT
Przeszkody żadnej chyba nie ma,
która by cię z już danych obietnic zwolniła?

ORGON
Kto wie?

KLEANT
Pytanie − proste, odpowiedź − zawiła.
Walery mi w tej sprawie kazał cię wybadać.

ORGON
Dziękuję niebu za to!

KLEANT
Lecz cóż mam mu gadać?

ORGON
Co ci się żywnie zechce.

KLEANT
Koniecznie potrzeba
zamiary twoje poznać. Chcesz więc − ?

ORGON
Wolę nieba
spełnić.

KLEANT
Mówmy poważnie. Dałeś Waleremu
swe słowo. Czyje cofasz? Jeśli tak, to czemu?

ORGON
Żegnam.

KLEANT
(sam)
O jego miłość truchleję. Wbrew chęci
idę go powiadomić, co się tutaj święci.



  WQXJKPM WQGYPZM WQVPKQM WJKQBXM WJVQXPM