DORYNA
Nie, nie, nic nie chcę. Widzę, że panience pilno
być panią Tartufową; i na dobrą sprawę
nie powinnam odradzać. Po co psuć zabawę?
Po co bruździć panience? Czym taka zawistna?
Partia ta sama przez się jest nader korzystna.
Fiu fiu! fiu fiu! Pan Tartuf − to nie jakiś chłystek!
Rzecz dobrze rozważywszy, świat mi przyzna wszystek,
że pan Tartuf nie wypadł sroce spod ogona;
być jego połowicą − to rzecz wymarzona.
Wszyscy go wieńczą chwałą; szacunku zażywa;
szlachetna jego postać, a twarz urodziwa;
uszy, cera − czerwieńsze od piwonii pąku.
Będziesz aż za szczęśliwa przy takim małżonku.

MARIANNA
Boże!...

DORYNA
Uczujesz błogość wręcz niewysłowioną,
gdy tak pięknego męża zobaczysz się żoną.

MARIANNA
Ha! Zaklinam cię, przestań, ratuj mię w nieszczęściu,
poradź, jak się mam oprzeć takiemu zamęściu.
Dość wahań; twej wskazówki będę pilnie strzegła.

DORYNA
O, nie, córka powinna ojcu być uległa,
choćby ojciec za męża zechciał małpę dać jej.
Masz powód do radości, nie do desperacji!
Pojedziesz koczobrykiem do jego mieściny
pełnej różnych wujaszków, stryjaszków, rodziny,
z którymi obcowanie będzie ci rozkoszą.
Więc do wielkiego świata najpierw cię zaproszą;
pójdziesz złożyć wizyty, w kolei wzorowej,
imć pani podsędkowej, pani ławnikowej,
które cię dwornie uczczą stołkiem bez poręczy.
W karnawale wspaniała orkiestra zadźwięczy,
złożona mianowicie z bębna i basetli.
Pokaz łątek... Fagotyn... Salon się oświetli
na bal − o ile mąż twój...

MARIANNA
Zabijasz mnie, ginę!
Raczej wesprzyj mię radą i porzuć tę drwinę.

DORYNA
Kłaniam się uniżenie.

MARIANNA
Doryno, miej serce!

DORYNA
Zasłużyłaś na karę, trwaj więc w poniewierce.

MARIANNA
Nie masz litości!

DORYNA
Nie mam.

MARIANNA
Jeśli me orędzie...

DORYNA
Nie. Tartuf ci sądzony, on twym mężem będzie.

MARIANNA
Sama wiesz, że ci zawsze dowierzałam ufnie;
więc dziś...

DORYNA
Nie! Własnoręcznie panienkę startufnię.

MARIANNA
Ha, skoro nic dla ciebie szczęście me nie znaczy,
pozwólże mi się oddać wyłącznie rozpaczy:
w niej jednej będę odtąd miała doradczynię,
lek na moje niedole ona mi nawinie.
(chce odejść)

DORYNA
Niech panienka zaczeka! Już mój gniew opada.
Widzę, że ci potrzebna dobra moja rada.

MARIANNA
Jeżeli mię przyprawią o takie katusze,
zapewniam cię, Doryno: oddam Bogu duszę.

DORYNA
Proszę się nie turbować, bo przy chęci szczerej
obmyślimy... Lecz oto idzie pan Walery.

  WQGVXXM WQXPQKM WQQYGKM WQBPQYM WJZJVJM