Walerego marzeniem jest tylko waćpanna.
MARIANNA
Czemuż mi więc udzielił takiej rady serio?
WALERY
Czemuż chciała narady nad taką materią?
DORYNA
Obojeście wariaci. Chodźcie tu oboje.
Daj pan rękę.
(Walery podaje Dorynie rękę)
WALERY
Do czegóż to?
DORYNA
A ty daj swoję.
(Marianna również podaje jej rękę)
MARIANNA
Co ma z tego wyniknąć?
DORYNA
O, mój Boże! Przecie
miłujecie się bardziej, niźli sami wiecie.
WALERY
Niechże się mościa pani troszeczkę poświęci
i spojrzy bez przymusu, lecz i bez niechęci.
(Marianna zwraca wzrok na Walerego i lekko się uśmiecha)
DORYNA
Źle w głowie, prawdę rzekłszy, mają zakochani!
WALERY
Czyż nie miałem powodu czuć żalu do pani?
Dowiodłaś, że serduszko pani masz okrutne,
powtarzając mi wieści, jakże dla mnie smutne.
MARIANNA
A ty, czyż niewdzięcznikiem nie jesteś, mój panie?...
DORYNA
Dajmy pokój tym swarom, nie czas teraz na nie;
pomyślmy, jak zapobiec temu mariażowi.
MARIANNA
Jakich użyć sposobów? Niech Dorcia nam powie.
DORYNA
Rada musi się znaleźć, niezłomnie w to wierzę.
Twój ojciec ufa ślepo owemu przecherze;
otóż, zamiast mu przeczyć w tym dziwnym obłędzie,
udać pozorną zgodę snadź roztropniej będzie,
abyś mogła w potrzebie, dla swojej obrony,
nieskończenie odwlekać ten ślub zamierzony.
Bo zyskując na czasie, obmyślisz sposoby:
to musisz iść do łóżka dla nagłej choroby,
więc trzeba ślub odłożyć, być mogła ozdrowieć;
to zły znak cię wystraszył, złowróżbna zapowiedź:
ot, karawan spotkałaś, czarny kot biegł drogą,
przyśniło ci się błoto, wstałaś lewą nogą...
Zresztą, masz tę pociechę, że wbrew twojej chęci –
związku z kimś ci niemiłym kapłan nie uświęci.
Lecz by sprawę uprościć, wolę, dziatki moje,
żeby nie widywano was teraz we dwoje.
(do Walerego)
Idź pan do swych przyjaciół, proś niech ci pomogą
z danej ci obietnicy nie zwolnić nikogo.
My zaś, aby Mariannę uchronić od ujmy,
Damisa i Elmirę nasamprzód skaptujmy.
Żegnam.
WALERY
(do Marianny)
Choć wszelkie kroki poczynię starannie,
główną wszakże nadzieję pokładam w waćpannie.
MARIANNA
(do Walerego)
Nie odpowiadam panu za ojcowskie słowo,
lecz będą bądź niczyją, bądź też waćpanową.
WALERY
Jakże mnie uszczęśliwiasz! I choćbym miał pani...
DORYNA
Nie ma gorszych gadułów niźli zakochani.
Idźże pan, mówię.
(Walery robi krok i wraca)
WALERY
Choćbym...
DORYNA
Dosyć tej gawędy!
Waćpan tędy wychodzisz; a waćpanna tędy.
(wypycha oboje za ramiona)