nie olśniewa mych oczu złudna ich poświata;
i jeśli nie odrzucam darów i zapisów,
które zechciał mi zrobić rodziciel Damisów,
to dlatego jedynie, iż żywię obawę,
że mogłoby to mienie w ręce wpaść nieprawe,
że gdy niepowołany ktoś je odziedziczy
snadnie zrobić zeń może użytek zbrodniczy,
miast −jak ja to zamierzam − obrócić je całe
na dobro moich bliźnich i na niebios chwalę.

KLEANT
Porzuć waść te skrupuły, które słusznie mogą
prawego spadkobiercę nastroić doń wrogo.
Żadną miarą niech o to cię głowa nie boli,
że on swoim majątkiem rozrządzi do woli:
z dwojga złego niech raczej on go źle użyje,
niż gdyby miano mówić: Tartuf krzywdą tyje.
Niepomału mnie dziwi, że się pan dobrodziej
podobnych propozycji nawet słuchać godzi;
z dziesięciorga przykazań któreż to wymienia,
aby prawych dziedziców wyzuwać z ich mienia?
Jeśli naprawdę niebo sprawia, że cię dusza
do rozłąki z Damisem nagląco przymusza,
czyliż nie będzie lepiej, abyś z tego domu
usunął się z godnością, nie wadząc nikomu,
niźli pozwolić na to, by gwoli waszmości
wypędzono stąd syna wbrew wszelkiej słuszności?
Byłby to, wierz mi waćpan, dowód nieodparty,
że waszmościna mądrość...

TARTUF
Jest już wpół do czwartej.
Mam pewne obowiązki pobożności, które −
wybaczy waćpan − każą mi odejść na górę.

KLEANT
A!

  WQQXGPM WQGQGBM WQGGGKM WJKPJJM WJKZJJM