Zmaga się w takich chwilach wstydliwość kobieca
z uczuciami tkliwymi, które w nas ktoś wznieca.
Mówimy sobie: miłość nasza jest godziwa;
jednak wyznać tę miłość trochę wstyd nam bywa.
Próbujemy się bronić, ale nasza mina
zdradza, że już się serce poddaje, ugina,
że ustom honor tylko rekuzę dyktuje
i że taka odmowa − wszystko obiecuje.
To dość jasne wyznanie, czyż nie? Tą powieścią
dotkliwie swą wstydliwość urażam niewieścią;
lecz gdy słowo już padło, pomyśl nad tą sprawą:
czyżbym mitygowała Damisa tak żwawo,
czyżbym cię tak słuchała cierpliwie i długo,
gdybyś mówił, że twe serce chce być moim sługą,
czyżbym postępowała, jakem postąpiła,
gdyby czułość waćpana była mi niemiła?
Sama waści skłaniałam nawową staranną,
byś zerwał ogłoszony mariaż swój z Marianną:
czyż ci do zrozumienia nie dały te prośby,
że ktoś interesuje się tobą... że ktoś by
cierpiał widząc, że inna bodaj część odbierze
serca, które k t o ś całe miał dostać w ofierze?
TARTUF
Zapewne, proszę pani, słodycz to miodowa,
kiedy się z ust kochanych słyszy takie słowa;
na tysiąc strug te miody we mnie się rozprysły
i niebiańską rozkoszą poją moje zmysły.
Podobać ci się, pani − to najwyższa radość,
a kto ma twoją miłość, ma wszystkiego zadość.