(Elmira kaszle silniej)
Pani ma silny kaszel.
ELMIRA
Och, nieznośnie wielki.
TARTUF
(podając Elwirze papierową torebkę)
Może by te ślazowe pomogły karmelki?
ELMIRA
Żadne ślazy na świecie nic tu nie są warte,
zaziębienie to bowiem nad wyraz uparte.
TARTUF
Słabość nader niemiła.
ELMIRA
Niemiła okropnie.
TARTUF
Wyzbycia się skrupułów pani łatwo dopnie:
boć ta rzecz pozostanie w zupełnym sekrecie,
a zło przez rozgłos tylko złem staje się przecie,
albowiem tylko wtedy zgorszenie wywoła;
więc kto grzeszy po cichu, ten nie grzeszy zgoła.
ELMIRA
(znów odkaszlnąwszy)
Widzę, że już odpada ostatni hamulec,
żem zmuszona się zgodzić na wszystko i ulec,
bo przy swej nieufności mój pan się upiera
i nie wierzy, by powieść moja była szczera.
Zaiste, jest mi przykro zajść aż tak daleko,
przekroczyć tę granicę wcale mi nie lekko;
lecz skoro mię do tego zmuszają niewiarą,
skorą sądzą, że padli moich kłamstw ofiarą,
skorą chcą mieć świadectwo jawne i naoczne,
tedy muszę ustąpić − cóż innego pocznę!
Jeśli ta moja zgoda przystojność narusza,
winę ponosi człowiek, co mię do niej zmusza,
ja zaś odpowiedzialną nie czuję się za nią.
TARTUF
Och, biorę to na siebie; i zapewniam panią...
ELMIRA
Uchyl, pan drzwi troszeczkę i spójrz na korytarz,
czy męża mego nie ma.
TARTUF
Czemu o to pytasz?
Po co tak dbać o niego? Między nami rzekłszy,
to człowiek − do wodzenia za nos jak najlekszy.
Tak umiałem go zażyć, że już biedaczysko
nie uwierzy niczemu, choćby widział wszystko.
ELMIRA
Mimo to proszę pana, byś na chwilę krótką
wyszedł stąd i obejrzał wszystko wokolutko.