Wśród przełomu
Na niebie odblask łun ognistych plonie...
Na niebie odblask łun ognistych plonie
I ciemne noce opromienia krwawo;
Skrwawione widma wyciągają dłonie,
W poświście wichru lecą z mgieł kurzawą,
Powietrze jęków wypełniając wrzawą;
Nad krwią przelaną, która świeżo dymi,
Z ciemności kształt się wynurza olbrzymi...
Coraz wyraźniej z cieniu się wychyla,
Jak geniusz wschodnich powieści złowrogi,
Jak nowy Kserkses lub nowy Attyla,
Na tle czerwonym mordów i pożogi,
Z wozu swym mieczem w świat zakreśla drogi,
A wysyłając hordy swe na rzezie,
Łańcuchy światu w podarunku wiezie.
Wyciąga rękę, a ta dłoń straszliwa
Po coraz nowe sięga wciąż zabory;
Na bój śmiertelny ludzki ród wyzywa,
Ten ród leniwy, rozbity i chory,
Co do podziemnej chce się ukryć nory,
Byle choć jedną przedłużyć godziną
Ten żywot zbiegów, co bez walki giną.
Ale na próżno w strachu się poniża
Czyha nań hańba, niewola, zatrata:
Rydwan zwycięzcy powoli się zbliża
I piersi ofiar dyszących przygniata;
Coraz to groźniej tocząc się wśród świata,
W dziejach ludzkości robi nowy przełom
I ku straszliwym popycha ją dziełom.
Próżno się cofa i wzdryga, i chowa:
W obronie życia musi dobyć miecze.
Mszcząc przeszłe winy Nemezis dziejowa
Strwożone ludy już za włosy wlecze,
A wszystkie prawa boskie i człowiecze
Padają w gruzy - więc iść naprzód muszą,