Młoda dziewczyna, spostrzegłszy go, rzuciła nań wzrok pełen wzgardy, za który mocno jej byłem wdzięczny. Pomimo to Principino, zadowolony z samego siebie, przystąpił do niej wesoło i rzekł:
- Kochana narzeczono, oto są kwiaty przeznaczone dla ciebie, jeżeli mi przyrzekniesz nie wspominać o tym niegodziwym hultaju.
- Mości książę - odpowiedziała dziewczyna - sądzę, że niesłusznie stawiasz warunki twoich łask. Przecież chociażbym nigdy nie wymówiła przed tobą imienia Zota, cały dom wiecznie ci o nim będzie wspominał. Wszakże nawet twoja mamka zaręczyła w twojej
obecności, że nigdy w życiu nie widziała piękniejszego chłopca.
- Panno Sylwio! - przerwał Principino, dotknięty do żywego. - Racz pamiętać, że jesteś moją narzeczoną.
Sylwia nic nie odrzekła, tylko zalała się łzami. Wtedy Principino w największej wściekłości zawołał:
- Nikczemna, ponieważ kochasz się w rozbójniku, oto masz, na co zasługujesz! To mówiąc uderzył ją w twarz.
- Zoto!... Zoto!... - krzyknęła biedna dziewczyna - czemuż cię tu nie ma, aby ukarać tego nędznika!
Jeszcze nie dokończyła tych słów, gdy nagle wyszedłem z mojej kryjówki i rzekłem do księcia:
- Poznajesz mnie? Jestem rozbójnikiem i mógłbym cię zamordować, ale zbyt poważam pannę, która raczyła przyzwać mnie na pomoc, i ofiaruję ci walkę, jaka wam, szlachcie, przystoi.