Wracam do mojej podróży na północne zbocza góry. Wyrażam się tym sposobem dlatego, że Sycylijczycy. wspominając o Etnie, zowią ją zawsze il monte, czyli po prostu górą. Zwróciłem się naprzód ku temu. co nazywamy Wieżą Filozofa, ale nie mogłem się tam dostać. Z przepaści, która otworzyła się na zboczu wulkanu, wypływał potok lawy; rozdzielał się on nieco powyżej, opasując ją jakby dwoma ramionami, które zbiegały się ze sobą o milę dalej, tworząc rodzaj niedostępnej wyspy.
Poznałem natychmiast ważność tego położenia; nadto na samej wieży mieliśmy znaczny skład kasztanów, który pragnąłem koniecznie zachować. Szukając pilnie, wynalazłem podziemne przejście, którym dawniej często przechodziłem i które mnie wyprowadziło prosto na samą wieżę. Natychmiast postanowiłem umieścić na tej wyspie całą naszą ludność kobiecą. Kazałem zbudować szałasy z liści i jeden z nich ozdobiłem szczególnie starannie. Następnie wróciłem na południe i sprowadziłem całą osadę, uszczęśliwioną z tego nowego schronienia.
Dziś, kiedy przenoszę się pamięcią w szczęśliwe chwile, jakie spędziłem na tej wyspie, widzę, jak bardzo różnią się od okropnych wzruszeń, które miotały całym moim życiem. Ogniste potoki dzieliły nas od reszty ludzi; ogień miłości ogarniał nasze zmysły. Wszystko słuchało moich rozkazów i wszystko ulegało najmniejszym życzeniom kochanej Sylwii. Wreszcie, na domiar mego szczęścia, dwaj moi bracia przybyli do mnie. Obaj doznali nadzwyczajnych przygód i upewniam was, że jeżeli zechcecie kiedy posłuchać ich opowiadań. bez porównania więcej was zabawią ode mnie.