Dzień ósmy

Ponieważ mam zaszczyt opowiadać wam moje przygody...
Ponieważ mam zaszczyt opowiadać wam moje przygody, łatwo więc pojmiecie, że nie umarłem od wypitej - jak myślałem - trucizny. Odszedłem tylko od przytomności i nie wiem, jak długo zostawałem w tym stanie. Pamiętam jednak, że znowu obudziłem się pod szubienicą Los Hermanos, ale tym razem z pewnego rodzaju zadowoleniem, gdyż przynajmniej byłem pewny, żem jeszcze nie umarł. Nadto nie znalazłem się już między dwoma wisielcami; leżałem po lewej ich stronie, po prawej zaś spostrzegłem jakiegoś człowieka, którego także wziąłem za wisielca, gdyż zdawał się bez życia i miał stryczek na szyi. Wkrótce jednak poznałem, że śpi tylko, i rozbudziłem go. Nieznajomy, spojrzawszy na miejsce swego noclegu, zaczął śmiać się i rzekł:

- Trzeba wyznać, że w praktykach kabalistycznych wydarzają się czasem przykre nieporozumienia. Złe duchy tyle umieją przybierać na się kształtów, że nie można wiedzieć, z kim się ma do czynienia. Wszelako - dodał - skądże mi się wziął ten powróz na szyi, w miejscu plecionki z włosów, którą wczoraj jeszcze miałem na sobie?

Później, spostrzegłszy mnie, rzekł:

- I senor tutaj?... senor jeszcze za młody jesteś, jak na kabalistę. Ale widzę, że także masz powróz na szyi.

W istocie, przekonałem się, że ma słuszność. Przypomniałem sobie, że Emina wczoraj zawiesiła mi na szyi plecionkę z włosów swoich i Zibeldy, i sam nie wiedziałem, jak sobie tę przemianę tłumaczyć.

Pióra - Projekty   WQYPGXM WQJJKGM WQXKJBM WJZPBVM WJVZVYM