- Oto jest miejsce, w którym tej nocy wyrządzono mi niegodziwą psotę. Trzeba nam jednak wejść do środka, zostawiłem tu bowiem pewne zapasy, którymi będziemy mogli się posilić.
Weszliśmy do przeklętej venty i znaleźliśmy w jadalnym pokoju stół zastawiony pasztetem z kuropatw i dwoma butelkami wina. Kabalista zdawał się być przy wybornym apetycie: przykład jego dodał mi odwagi. inaczej bowiem wątpię, czy byłbym odważył się podnieść co do ust. Wszystko to. co od kilku dni widziałem, tak pomieszało moje wyobrażenia, że sam nie wiedziałem, co czynię, i gdyby się kto uwziął, byłby mógł wprowadzić mnie w wątpliwość o moim własnym istnieniu.
Po skończonym obiedzie zaczęliśmy przebiegać komnaty i przybyliśmy do tej, w której spałem pierwszego dnia od wyjazdu z Andujar. Poznałem moje nieszczęsne posłanie i usiadłszy na nim. jąłem rozmyślać nad tym wszystkim, co mi się wydarzyło, szczególniej zaś nad wypadkami, które zaszły w jaskini. Przypomniałem sobie, że Emina uprzedziła mnie, ażebym nie dawał wiary, gdyby mi co złego o niej mówiono. Właśnie pogrążyłem się w tych myślach, gdy kabalista zwrócił uwagę na coś błyszczącego, utkwionego między szparami podłogi. Spojrzałem bliżej i przekonałem się, że są to relikwie, zabrane mi przez siostry w jaskini. Widziałem, jak je wrzucały w rozpadlinę skały, a teraz znajdowałem je w szparze podłogi. W istocie, zacząłem powątpiewać, czym wychodził kiedy z tej przeklętej gospody i czy pustelnik, inkwizytor, bracia Zota nie byli widmami spłodzonymi przez obłęd czarodziejski. Tymczasem za pomocą szpady dobyłem relikwie i zawiesiłem je z powrotem na szyi.