Kabalista zaczął się śmiać i rzekł:

- Więc to twoja własność, senor kawalerze. Jeżeli tu noc przepędziłeś, wcale nie dziwię się. żeś się obudził pod szubienicą. Mniejsza o to: wychodźmy stąd, musimy tego jeszcze wieczora stanąć w pustelni.

Opuściliśmy gospodę i nie uszliśmy jeszcze połowy drogi, gdy spotkaliśmy pustelnika, który z trudnością wlókł się o kiju. Skoro tylko nas spostrzegł, zawołał-

- Ach. mój młody przyjacielu, właśnie cię szukałem: wracaj do mojej pustelni, wyrwij twoją duszę ze szponów szatana, a tymczasem podaj mi rękę. Szukając cię opadłem z sił.

Wypocząwszy przez chwilę, ruszyliśmy w dalszą drogę: starzec kroczył, wspierając się raz na jednym, to znów na drugim z nas. Nareszcie przybyliśmy do pustelni.

Zaledwie wszedłem, ujrzałem Paszeka rozciągniętego na środku izby. Zdawało mi się. że kona, piersiami przynajmniej wydawał to straszliwe rzężenie, jakie rychłą śmierć zapowiada. Chciałem przemówić do niego, ale mnie nie poznał; wtedy pustelnik zaczerpnął święconej wody, pokropił nią opętanego i rzekł:

- Paszeko! Paszeko! w imieniu twego Odkupiciela nakazuję ci opowiedzieć, co ci się wydarzyło tej nocy.

Paszeko zadrżał, zaryczał straszliwie i tak zaczął mówić:

  WJZXKBM WJJJQJM WQBBZPM WQYVBZM WQVXJQM