Zastanowiwszy się przez chwilę, odpowiedziałem:

- Mój ojcze, ten opętany szlachcic widział rzeczy całkiem odmienne. Jeden z nas bez wątpienia był otumaniony, może nawet i obaj źle widzieliśmy. Ale oto masz przed sobą szlachetnego kabalistę, który także nocował w Venta Quemada. Może zechce nam opowiedzieć swoje przygody, w których znajdziemy nowe światło co do wypadków, jakie nas od kilku dni zajmują.

- Senor Alfonsie - przerwał kabalista - ludzie, którzy tak jak ja oddają się tajemnym naukom, nie mogą mówić wszystkiego. Postaram się jednak o ile możności zadowolić twą ciekawość, ale jeżeli pozwolisz - nie dziś. Posilmy się wieczerzą i idźmy spać; jutro będziemy przy świeższych umysłach.

Pustelnik zastawił nam skromną wieczerzę, po której każdy odszedł do siebie. Kabalista utrzymywał; że musi przepędzić noc obok opętanego, ja zaś udałem się do kaplicy. Położyłem się na tym samym łóżku polowym, na którym już jedną noc przepędziłem; pustelnik życzył mi dobrego snu i uprzedził, że dla większej pewności, odchodząc, zamknie drzwi za sobą.

Zostawszy sam, zacząłem rozmyślać nad opowiadaniem Paszeka. Nie było wątpliwości, że znajdował się razem ze mną w jaskini, widziałem także, jak moje kuzynki poskoczyły do niego i wyciągnęły go z izby; ale Emina uprzedziła mnie, abym nie wierzył, gdyby mi co złego o niej i o jej siostrze mówiono. Zresztą szatany, które opętały Paszeka, mogły obłąkać mu zmysły i otumanić złudzeniami wszelkiego rodzaju.

Tym sposobem szukałem różnych środków usprawiedliwienia i zachowania miłości dla moich kuzynek, gdy wtem usłyszałem bijącą północ. Zaraz potem rozległo się kołatanie do drzwi i jakby beczenie kozy. Wziąłem szpadę, poszedłem do drzwi i zawołałem mocnym głosem:

- Jeżeliś szatan, staraj się sam otworzyć te drzwi, które pustelnik zamknął.

Koza umilkła. Położyłem się więc i spałem do rana.

  WQVJVZM WQXPQVM WQJGXXM WJKYZZM WJZKVQM