Dałem znowu odmowną odpowiedź i prosiłem piękną dziewczynę, aby mi więcej o tym nie wspominała. Natenczas spojrzała na mnie z wyrazem nieopisanej łagodności i rzekła:
- Jakże szczęśliwy jesteś, że możesz trzymać się zasad cnoty, które kierują wszystkimi twoimi uczynkami! Jakiej spokojnności sumienia możesz kosztować! Jakże nasz los różny jest od twojego! Chcieliśmy ujrzeć rzeczy niedostrzeżone dla śmiertelnego wzroku i zrozumieć to, czego umysł ludzki nie jest w stanie pojąć. Ja nie jestem stworzona do tych nadziemskich umiejętności; cóż mi przyjdzie po marnym panowaniu nad złymi duchami? Wolałabym stokroć bardziej panować nad sercem przywiązanego małżonka, ale mój ojciec tak chciał i muszę ulec memu przeznaczeniu.
Przy tych słowach Rebeka dobyła chustki i otarła łzy, perłami spadające po jej pięknym obliczu, po czym dodała:
- Senor Alfonsie, pozwól mi wrócić jutro o tej samej godzinie i jeszcze raz starać się przezwyciężyć twój upór, czyli, jak ty to nazywasz, niezłomne przywiązanie do twego słowa. Wkrótce słońce przejdzie w znak Panny, wtedy nie będzie już czasu i spełni się przeznaczenie.
Na pożegnanie Rebeka ścisnęła mi rękę z wyrazem przyjaźni i zdawała się z przykrością wracać do swoich kabalistycznych zatrudnień.