Powiedziałam ci, że miałyśmy jedno tylko okno, czyli że jedno tylko wychodziło na podwórzec zamkowy; inne otwierały się na drugie podwórze, zasadzone kilku drzewami, przedstawiającymi ogród, którego jedyne wyjście prowadziło do mego pokoju. Pielęgnowałam tam niektóre kwiaty i to było całą moją przyjemnością. Mylę się, miałam jeszcze jedną, równie niewinną zabawę. Było to wielkie zwierciadło, w którym przeglądałam się każdego poranku, jak tylko wstałam z łóżka. Moja ochmistrzyni, rozebrana, przychodziła przeglądać się również i bawiłam się porównywaniem jej postaci z moją. Oddawałam się tej rozrywce także przed pójściem na spoczynek, gdy ochmistrzyni głęboko już spała. Czasami wyobrażałam sobie, że widzę w zwierciadle towarzyszkę w moim wieku, która odpowiada na moje poruszenia i dzieli moje uczucia. Im więcej oddawałam się złudzeniu, tym bardziej ta igraszka mnie bawiła.

Mówiłam ci już o pewnym jegomościu, który raz na rok przybywał do zamku, głaskał mnie pod brodę i rozmawiał w narzeczu biskajskim z moją ochmistrzynią. Pewnego dnia jegomość ten, zamiast pogłaskać pod brodę, wziął mnie za rękę i zaprowadził do karety, w której zamknął mnie z moją ochmistrzynią. Śmiało mogę rzec, że zamknął nas, gdyż światło dochodziło tylko z góry.

  WJXBBXM WJJGJQM WQPXXBM WQYQGVM WQKYPXM