W owym czasie filozof Atenodor przybył do Aten. Spostrzegł napis i zapytał o cenę: uderzyła go niezwyczajna taniość, zaczął badać jej przyczyny i gdy mu opowiedziano cała historię, zamiast cofnąć się, z tym większym pośpiechem dobił targu. Sprowadził się do domu i nad wieczorem kazał wnieść łoże do frontowych komnat, przynieść lampę i tabliczki do pisania, służącym zaś oddalić się na dalsze skrzydło budynku. Natenczas, lękając się, aby rozigrana wyobraźnia za daleko go nie uniosła i nie przedstawiła mu rzeczy wcale nie istniejących, przygotował umysł, oczy i ręce do pisania.
Z początku nocy, jak w całym domu, tak i w tej części, panowało głuche milczenie, wkrótce jednak Atenodor posłyszał zgrzyt żelaza i brzęk łańcuchów;
pomimo to nie podniósł oczu, nie porzucił pióra, uspokoił się i, że tak powiem, zmusił do niezwracania na zewnątrz żadnej uwagi. Tymczasem hałas coraz wzrastał, już dochodził do drzwi, nareszcie dał się słyszeć w samym pokoju. Filozof podniósł oczy i ujrzał widmo zupełnie takie, jakie mu opisywano. Zjawisko stało we drzwiach i przyzywało go palcem, Atenodor dał znak ręką, aby zaczekało, i znowu zaczął dalej pisać, ale widmo, snadź zniecierpliwione, jęło nad samymi uszami filozofa potrząsać łańcuchami.