Kabalista wyraźnie chciał zwrócić rozmowę do okoliczności mnie dotyczących, powstałem więc, może nawet zbyt gwałtownie, i wyszedłem na taras. Nie upłynęło pół godziny, gdy spostrzegłem moje dwie Cyganki, które zdawały się zdążać do zamku i z tej odległości zupełnie były podobne do Eminy i Zibeldy. Postanowiłem natychmiast skorzystać z klucza. Poszedłem do mego pokoju po kapelusz i szpadę i po chwili byłem już u kraty. Otworzywszy ją, ujrzałem, że muszę jeszcze dostać się na drugą stronę potoku. Na szczęście, wzdłuż muru znalazłem jakby naumyślnie poprzybijane haki, za pomocą których dostałem się do kamienistego łożyska; skacząc z jednego kamienia na drugi, stanąłem na drugiej stronie i tuż przed sobą spostrzegłem dwie Cyganki, które jednak wcale nie były moimi kuzynkami. Jakkolwiek całe ich ułożenie było odmienne, przecież sposób ich obejścia odróżniał je od gburowatych i niewykształconych kobiet tego narodu. Zdawało się prawie, że tylko na jakiś czas dla ukrytych celów przyjęły na siebie te role. Chciały zaraz mi wróżyć; jedna z nich ujęła moją dłoń, podczas gdy druga, udając, że czyta z niej całą moją przyszłość, mówiła we właściwym im narzeczu:

- Ah, Caballero, che vejo en vuestra bas t! Dirva no skamela, ma por quen? Por demonios! - co znaczy: "Ach, szlachetny panie, cóż widzę na twojej dłoni! Namiętną miłość, ale do kogo? Do szatanów!".

  WJJBPQM WJXVBYM WJVKJJM WQQPYGM WQZBQQM