Ten sposób życia był bardzo niewinny, jednakowoż ojciec mój, pragnąc zadośćuczynić obowiązkom religii, udał się do teatynów z prośbą, aby mu wyznaczono spowiednika. Przysłano mu fra Geronimo Santez, który korzystał z tej sposobności, aby mu przypomnieć, że ja żyję na świecie i znajduję się w domu dony Felicji Dalanosy, siostry nieboszczki mojej matki. Ojciec bądź z obawy, abym mu nie przypomniał ukochanej osoby, której śmierci byłem mimowolną przyczyną, bądź też że nie życzył sobie, aby moje dziecinne wrzaski zakłócały głuchy spokój jego zwyczajów, uprosił fra Geronimo, aby mnie nigdy do niego nie zbliżał. W tym samym jednak czasie zaspokoił wszystkie moje potrzeby, wyznaczył mi dochód z wioski, którą miał w okolicach Madrytu, i oddał mnie w opiekę prokuratorowi teatynów.
Niestety, mniemam, że ojciec mój oddalał mnie od siebie w przeczuciu niesłychanej różnicy, jaką natura położyła między naszymi charakterami. Zauważyłeś senor, jaki prowadził systematyczny i jednostajny tryb życia; otóż mogę śmiało zaręczyć, że nie było na ziemi człowieka więcej niestałego ode mnie. Nie mogłem wytrwać nawet w mojej niestałości, gdyż myśl o spokojnym szczęściu i o życiu w domowym zaciszu ścigała mnie ciągle pośród moich dni koczowniczych, popęd zaś do zmiany nie pozwalał mi pomyśleć o wybraniu stałego siedliska. Niespokojność ta trawiła mnie do tego stopnia, że - raz poznawszy sam siebie - postanowiłem na zawsze położyć jej tamę, osiadając pośród tej czeredy Cyganów. Jest to wprawdzie rodzaj życia dość jednostajny, atoli nie muszę spoglądać zawsze na te same drzewa, te same skały lub, co by było jeszcze nieznośniejsze, na te same ulice, mury i dachy.