Tu zabrałem głos i rzekłem do starca:
- Senor Avadoro lub Pandesowna, sądzę, że w tym błędnym życiu musiałeś doświadczyć wielu nadzwyczajnych przygód?
- W istocie - odparł Cygan - od czasu gdy zacząłem żyć w tej pustyni, widziałem wiele nadzwyczajnych rzeczy. Co zaś do reszty mego życia, zawiera ono bardzo mało zajmujących wypadków. Uderzy cię tylko zapał, z jakim chwytałem się coraz nowych zajęć, nie zdoławszy wytrwać przy żadnym dłużej niż rok albo dwa.
Odpowiedziawszy mi tymi słowy, Cygan tak dalej mówił:
- Wspominałem ci, że ciotka moja, dona Dalanosa, trzymała mnie przy sobie. Nie miała własnych dzieci i zdawała się łączyć w swych uczuciach dla mnie pobłażliwość ciotki z wyrozumiałością matki; jednym słowem, byłem zepsutym dzieckiem w całym znaczeniu tego wyrazu. Z każdym nawet dniem psułem się coraz bardziej, gdyż w miarę jak wzrastałem na ciele i umyśle, tym więcej nabierałem sił do nadużywania niewyczerpanej dla mnie dobroci. Z drugiej strony, nie doznając żadnej przeszkody w moich chęciach, nie sprzeciwiałem się życzeniom innych, co mi zjednało rozgłos niezwykłej łagodności. Nadto, rozkazom mojej ciotki towarzyszył zawsze tak łagodny i pieszczotliwy uśmiech, że nie miałem serca stawiać jej oporu. Nareszcie, poczciwa dona Dalanosa, widząc moje postępowanie, wmówiła w siebie, że natura, wspomożona jej własnymi staraniami, uczyniła ze mnie prawdziwe arcydzieło. Brakowało tylko do jej szczęścia, aby mój ojciec mógł być świadkiem moich niesłychanych postępów; wtedy od razu byłby się przekonał o moich doskonałościach. Zamiar ten jednak był trudny do przeprowadzenia, gdyż ojciec mój trwał w swoim postanowieniu nieoglądania mnie nigdy w swym życiu.