To mówiąc odwinął płaszcz i pokazał mi pas z pistoletami i sztyletami, po czym przyjacielsko uścisnął mi rękę i zniknął.

Tu przerwałem naczelnikowi Cyganów i rzekłem, że wiele słyszałem o tym rozbójniku i że nawet znam jego synów.

- Ja także ich znam - odparł Pandesowna - tym bardziej że razem ze mną zostają w służbie wielkiego szejka Gomelezów.

- Jak to? ty także w jego służbie? - zawołałem z największym zadziwieniem.

W tej chwili jeden z Cyganów zaszeptał kilka słów do ucha naczelnika, który wstał natychmiast i zostawil mi czas do rozmyślania nad tym, czego się z ostatnich jego słów dowiedziałem. - Cóż to za potężne stowarzyszenie - mówiłem sam do siebie - które zdaje się śnie mieć innego celu prócz ukrywania jakiejś tajemnicy lub mamienia mego wzroku dziwnymi obłędami, których niekiedy zgaduję pewną część, podczas gdy nowe, nie przewidziane okoliczności znowu wtrącają mnie w przepaść zwątpienia. Nie ma wątpliwości, że sam jestem jednym z ogniw tego niewidzialnego łańcucha, który coraz ciaśniej mnie krępuje.

Córki naczelnika, które właśnie przybywały prosząc, abym udał się z nimi na przechadzkę, przerwały moje marzenia. Wstałem i udałem się za nimi. Rozmowa toczyła się w czystym hiszpańskim języku, bez żadnej przymieszki jerigonzy, czyli narzecza cygańskiego. Podziwiałem wykształcenie ich umysłów i wesołą otwartość charakterów. Po przechadzce zastawiono wieczerzę, po czym wszyscy rozeszli się na spoczynek; ale tym razem nie pokazała się żadna z moich kuzynek.

  WQYJZBM WQQJBVM WQZKVYM WJXPKGM WJGZJBM