W dwie godziny potem opuściłem to nędzne schronienie i wkrótce spostrzegłem obszerny zamek, położony na szczycie góry. Zapytałem mego przewodnika. jak się to miejsce nazywa i czy jest zamieszkałe. Odpowiedział mi, że w okolicy nazywano je zwykle lo monte albo też lo castello, że zamek jest zupełnie zrujnowany i nie zamieszkany, ale że wewnątrz zbudowano kaplicę z kilku celami, gdzie franciszkanie z Salemo utrzymują pięciu czy sześciu zakonników; przy tym dodał z wielką prostotą:

- Dziwne historie rozpowiadają o tym zamku, ale ja żadnej nie umiem na pamięć, gdyż jak tylko kto zacznie o tym mówić, natychmiast uciekam z kuchni i idę do mojej bratowej, Pepy, gdzie zwykle zastaję jednego z ojców franciszkanów, który mi daje swój szkaplerz do pocałowania.

Pytałem go dalej, czy będziemy przejeżdżali koło zamku. Odpowiedział mi, że droga biegnie zboczem. w połowie wysokości góry, na której wznosi się zamek.

Śród tego niebo pokryło się chmurami i nad wieczorem zaryczała straszliwa burza. Jak na nieszczęście znajdowaliśmy się na pochyłości góry. gdzie nie było żadnego schronienia. Przewodnik oznajmił nam. że w pobliżu znajduje się obszerna jaskinia, do której jednak droga jest nader przykra. Postanowiłem korzystać z jego rady. ale zaledwie zjechaliśmy między skały, gdyż obok nas uderzył piorun. Muł mój upadł, ja zaś stoczyłem się z wysokości kilku sążni; cudownym trafem zaczepiłem się o drzewo i czując, że jestem ocalony, zacząłem wołać na moich towarzyszów, ale żaden mi nie odpowiedział.

  WJQJZVM WJVVPGM WJXYYZM WQZGQYM WQQYBXM