- Droga, miła księżniczko, osusz twoje piękne oczy; ja sama cię dziś rozbiorę, jutro zaś przyprowadzę ci sześć kobiet, z których bez wątpienia będziesz zadowolona.
Nazajutrz, za moim przebudzeniem, margrabina przedstawiła mi sześć młodych i nader pięknych dziewcząt, na których widok doznałam pewnego rodzaju wzruszenia. One same zdawały się być równie wzruszone. Ja pierwsza ochłonęłam z mego pomieszania, wyskoczyłam w koszuli z łóżka, uściskałam je po kolei i zapewniłam, że nigdy nie będą ani szczypane, ani łajane. W istocie, chociaż ubierając mnie czasami niezgrabnie sobie poczynały lub ośmielały się mnie nie słuchać, nigdy się na nie gniewałam.
- Ależ pani - rzekłem do księżniczki - kto -wie, czy te młode dziewczęta nie były przebranymi chłopcami.
Księżniczka przybrała dumną postawę i odparła:
- Panie Romati, prosiłam cię, abyś mi nie przerywał - i po tych słowach tak dalej mówiła:
- W dniu, w którym skończyłam szesnaście lat, zapowiedziano mi znakomite odwiedziny. Byli to: sekretarz stanu, ambasador hiszpański i książę Guadarrama. Ten ostatni przybywał prosić o moją rękę, dwaj inni towarzyszyli mu tylko dla poparcia jego prośby. Młody książę był ujmującej postaci i nie mogę zaprzeczyć, że uczynił na mnie silne wrażenie. Wieczorem wyszliśmy na przechadzkę do ogrodu. Zaledwie uczyniliśmy kilka kroków, gdy byk rozjuszony wyskoczył spomiędzy drzew i rzucił się prosto na nas. Książę zabiegł mu drogę z płaszczem w jednej, ze szpadą zaś w drugiej ręce. Byk wstrzymał się na chwilę, wkrótce jednak poskoczył na księcia i padł przeszyty jego żelazem. Zdawało mi się, że byłam winna życie odwadze i zręczności młodego księcia, ale nazajutrz dowiedziałam się, że koniuszy jego naumyślnie przywiódł nam byka i że pan jego chciał tym sposobem wyświadczyć mi grzeczność, wedle zwyczajów swego kraju. Natenczas, zamiast wdzięczności, rozgniewałam się za bo jaźń, jakiej mnie nabawił, i odrzuciłam ofiarę jego ręki.