Postępek mój niesłychanie podobał się margrabinie. Korzystała z tej okazji, aby dać mi poznać wszystkie zalety wolności, i wystawiła mi straty, na jakie bym się naraziła, zmieniając stan i nadając sobie pana. Wkrótce potem ten sam sekretarz stanu przyjechał do nas w towarzystwie innego ambasadora i panującego księcia Nudel-Hansberg. Zalotnik ten był wysoki, gruby, tłusty, jasnowłosy, biały aż do siności i usiłował bawić mnie rozmową o majoratach, jakie posiadał w habsburskich krajach Rzeszy, ale mówił po włosku ze śmiesznym tyrolskim akcentem.
Zaczęłam przedrzeźniać jego wymowę i tymże samym akcentem zapewniłam go, że jego obecność jest niezbędna w majoratach, które posiada w habsburskich krajach Rzeszy. Niemiecki książę wyjechał dotknięty do żywego. Margrabina okryła mnie pieszczotami i ażeby tym pewniej zatrzymać mnie w Monte Salerno, kazała wykonać wszystkie te piękne rzeczy, które tu podziwiałeś.
- Zaprawdę, wybornie jej się udało! - zawołałem - cudowny ten pałac słusznie może być nazwany rajem ziemskim.
Na te słowa księżniczka powstała z oburzeniem i rzekła:
- Panie Romati, już cię prosiłam, abyś nie używał więcej tego wyrażenia - po czym zaczęła śmiać się, ale straszliwym i konwulsyjnym śmiechem, powtarzając ciągle: - tak - rajem - ziemskim rajem - ma właśnie o czym mówić - o raju.