Dzień pierwszy
Hrabia Olavidez jeszcze nie był sprowadził osadników...
Hrabia Olavidez jeszcze nie był sprowadził osadników do gór Sierra Morena. Strome to pasmo, które oddziela Andaluzję od Manszy, zamieszkiwali wówczas kontrabandziści, rozbójnicy i kilku Cyganów, o których mówiono, że pożerają ciała zabitych wędrowców. Stąd nawet poszło hiszpańskie przysłowie:
Las gitanas de Sierra Morena quieren carne de hombres. Nie dość na tym. Podróżny, który odważył się zapuścić w tę dziką okolicę, napastowany bywał, jak mówiono, przez tysiączne okropności, na których widok drżała najzimniejsza odwaga. Słyszał płaczliwe głosy mieszające się z hukiem potoków, śród poświstu burzy mamiły go błędne ogniki, a niewidzialne ręce popychały w bezdenne przepaście.
Wprawdzie można było czasami znaleźć na tej strasznej drodze jaką ventę, czyli samotną gospodę, ale duchy, bardziej diabelskie niż sami oberżyści, zmusiły tych ostatnich do ustąpienia im miejsca i oddalenia się w kraje, gdzie jedynie głos sumienia przerywał im spoczynek, a - z dwojga złego jedno wybierając - oberżyści woleli z tym drugim mieć do czynienia. Gospodarz z Andujar świadczył się św. Jakubem z Komposteli, że w opowiadaniach tych nie ma żadnego fałszu; dodał nawet, że pachołki Świętej Hermandady zawsze wymawiają się od wycieczek w góry Sierra Morena, podróżni zaś jeżdżą na Jaen lub Estremadurę.