W tej samej chwili ścisnęła mnie za ramię, uczułem się sparzony aż do kości i zemdlałem.
Nie wiem, jak długo zostawałem w tym stanie; na koniec obudziłem się i usłyszałem gdzieś niedaleko Pobożne śpiewy. Poznałem, że leżę pośród obszernych zwalisk; chciałem się z nich wydostać i zaszedłem na wewnętrzny dziedziniec, gdzie ujrzałem kaplicę i mnichów śpiewających jutrznię. Po skończonych modlitwach przeor zaprosił mnie do swojej celi. Poszedłem za nim i starając się zebrać moje zmysły, opowiedziałem mu wszystko, com widział tej nocy. Gdy skończyłem powieść, przeor rzekł:
- Synu mój, nie patrzałeś, czy księżniczka nie zostawiła ci jakich znaków na ręku?
Odwinąłem rękaw i w istocie spostrzegłem ramię oparzone i znaki pięciu palców księżniczki.
Natenczas przeor otworzył skrzynkę stojącą przy jego łóżku i wyjął z niej stary pergamin.
- Oto jest - rzekł - bulla naszego założenia; ona może ci objaśni dzisiejsze twoje zdarzenie.
Rozwinąłem pergamin i przeczytałem, co następuje:
Roku Pańskiego 1503, dziewiątego lata panowania Fryderyka, króla Neapolu i Sycylii, Elfrida Monte Salerno, do ostatnich krańców posuwając bezbożność, głośno chełpiła się z posiadania prawdziwego raju i wyraźnie zrzekała się tego, jaki nas czeka w przyszłym życiu. Tymczasem pewnej nocy z Czwartku na Wielki Piątek trzęsienie ziemi pochłonęło jej pałac, którego zwaliska stały się piekielną siedzibą, gdzie szatan, wróg rodzaju ludzkiego, osadził chmarę złych duchów, które napastowały i wciąż jeszcze napastują tysiącznymi obłędami odważających się przybliżać do Monte Salerno, a nawet pobożnych chrześcijan zamieszkujących te okolice. Z tego powodu my, Pius III, sługa sług bożych etc., upoważniamy do założenia kaplicy w samym środku rzeczonych zwalisk...