Pojmujesz dobrze, senor Alfonsie, że nie jestem w stanie opowiedzieć ci wszystkiego, co się ze mną działo, a nawet nie mógłbyś tego zrozumieć. Dodam tylko, że nabyłam dość znacznej władzy nad duchami i że nauczono mnie sposobów, które mi miały umożliwić zapoznanie się z bliźniętami niebieskimi. Około tego czasu brat mój dostrzegł końce nóg córek Salomona. Czekałam, dopóki słońce wejdzie w znak Bliźniąt; z kolei tego dnia, czyli raczej tej nocy, wzięłam się do dzieła. Wytężyłam wszystkie siły, ażeby osiągnąć cel, nie chcąc zaś przerywać moich działań, tak długo w noc przeciągnęłam pracę, że wreszcie owładnął mną sen, któremu nie mogłam się oprzeć.
Nazajutrz, spojrzawszy w zwierciadło, spostrzegłam stojące za sobą dwie ludzkie postacie. Obróciłam się, alem nic nie ujrzała; rzuciłam znowu wzrok na zwierciadło i znowu ten sam obraz mi się przedstawił. Zjawisko to wcale nie było straszne. Widziałam dwóch młodzieńców, których postać nieco przewyższała zwykły wzrost ludzki. Barki ich były szerokie i nieco zaokrąglone, jak u kobiet; piersi także miały kobiece kształty; poza tym jednak niczym nie różnili się od mężczyzn. Wytoczone ramiona wspierali na biodrach, w postawie, jaką widzimy w posągach egipskich; błękitnozłote włosy spadały im w pierścieniach na barki. Nie mówię już o rysach ich twarzy: możesz sobie wyobrazić piękność półbożków, gdyż w istocie były to bliźnięta niebieskie, poznałam je po małych płomykach połyskujących nad ich głowami.