- Jakżeż byli ubrani ci półbożkowie? - zapytałem Rebeki.

- Wcale nie byli ubrani - odrzekła - każdy z nich miał cztery skrzydła, z których dwa wyrastały z ramion, dwa zaś zataczały się wokół pasa. Jakkolwiek skrzydła te były przezroczyste, jak skrzydła much, atoli iskry srebra i złota, którymi były przetkane, dostatecznie zasłaniały to wszystko, co mogłoby urazić moją wstydliwość.

- Otóż są więc - rzekłam sama do siebie - dwaj niebiescy młodzieńcy, którym przeznaczona jestem na małżonkę. - Nie mogłam wewnętrznie wstrzymać się od porównania ich z młodym Mulatem, który tak szczerze kochał Zulejkę, ale zapłoniłam się na tę myśl. Spojrzałam w zwierciadło i zdało mi się, że półbożkowie rzucają mi zagniewane spojrzenia, jak gdyby odgadli moje myśli i obrazili się, żem śmiała mimowolnie poniżyć ich tym porównaniem.

Przez kilka następnych dni lękałam się spojrzeć w zwierciadło. Nareszcie odważyłam się. Boskie bliźnięta, z rękami założonymi na piersiach, łagodnymi i czułymi spojrzeniami rozproszyły moją bojaźń. Nie wiedziałam jednak, co im powiedzieć. Aby wybrnąć z kłopotu, poszłam po tom dzieł Edrisa, który wy nazywacie Atlasem. Jest to najpiękniejsza poezja, jaką posiadamy. Dźwięki wierszy Edrisa naśladują harmonię ciał niebieskich. Nie jestem dość obeznana z językiem tego autora, lękając się więc, czym źle nie przeczytała, ukradkiem spojrzałam w zwierciadło, aby przekonać się, jaki skutek wywieram na słuchaczach. Mogłam być zupełnie zadowolona. Thoamimowie spoglądali po sobie wzrokiem pełnym uznania dla mnie i czasami rzucali w zwierciadło spojrzenia, na których widok byłam mocno wzruszona.

  WJVXVXM WQBXKKM WJQGBQM WQVYZXM WQBQVPM