Tu odwaga we mnie wstąpiła, zamknęłam księgę i utopiłam wzrok w oczach moich boskich kochanków. Chwila tego zapomnienia mogła mnie drogo kosztować. Zbyt wiele jeszcze było we mnie ludzkiej natury, ażebym mogła znieść tak bliskie z nimi zetknięcie. Płomień, błyskający w ich oczach, o mało mnie nie spalił. Spuściłam wzrok i przyszedłszy nieco do siebie, jęłam czytać dalej. Właśnie trafiłam na drugą pieśń, w której wieszcz opisuje miłostki synów Elohima z córkami ludzi. Niepodobna dziś wyobrazić sobie sposobu, jakim kochano w pierwszych wiekach świata. Czytając te jaskrawe opisy, często zacinałam się, nie mogąc zrozumieć słów poety. Wtedy oczy moje mimowolnie zwracały się ku zwierciadłu i zdawało mi się, że widzę, jak Thoamimowie z coraz większą rozkoszą słuchają mego głosu. Wyciągali do mnie ramiona i zbliżali się do mego krzesła. Roztaczali świetne skrzydła u ramion; spostrzegłam również lekkie drżenie tych, które mieli u bioder. W obawie, że je rozwiną, zakryłam dłonią oczy i w tej chwili uczułam na niej pocałunek, równie jak na drugiej, którą trzymałam na księdze. Wtedy nagle usłyszałam, jak zwierciadło pęka na tysiąc drobnych kawałków. Zrozumiałam, że słońce wyszło ze znaku Bliźniąt, które tym sposobem zasyłały mi pożegnanie.

  WQYKVXM WQJGGQM WQXPXZM WJZKYPM WJKYVJM