Natenczas dla uspokojenia mego brata postanowiłam sama przepędzić noc w Venta Quemada i wczoraj wyruszyłam w drogę. Późno już było w nocy, gdy znalazłam się przy wejściu do doliny. Zebrałam pewne wyziewy, z których złożyłam błędny ognik, i rozkazałam, aby mi przewodniczył. Jest to tajemnica zostająca W naszej rodzinie; w podobny sposób Mojżesz, rodzony brat sześćdziesiątego trzeciego mego przodka, utworzył słup ognisty i prowadził Izraelitów przez puszczę.
Mój błędny ognik wybornie się zapalił i zaczął ulatywać przede mną, wszelako nie obrał najkrótszej drogi. Spostrzegłam jego nieposłuszeństwo, ale nie zwracałam na nie zbytniej uwagi. Północ była, gdy stanęłam u celu. Przybywszy na podwórze Venty, spostrzegłam światło w środkowej izbie i usłyszałam harmonijną muzykę. Siadłam na kamiennej ławce i zaczęłam niektóre działania kabalistyczne, które jednak pozostały bez żadnego skutku. Wprawdzie muzyka czarowała mnie i rozrywała do tego stopnia, że w tej chwili nie mogę ci powiedzieć, czy moje działania były dokładnie czynione, i sądzę, że musiałam chybić w jakim ważnym punkcie. Wówczas jednak byłam przekonana o ich nieomylności i uznawszy, że w gospodzie nie ma ani duchów, ani szatanów, wywnioskowałam, że muszą tam być ludzie, i oddałam się rozkoszy słuchania ich śpiewu. Głosom towarzyszył dźwięk instrumentu strunowego; były one tak melodyjne i pełne harmonii, że żadna muzyka ziemska nie może iść w porównanie z tym, co słyszałam.