Powinnam była wspomnieć, że wówczas syn mój miał dwa lata; od tego czasu znacznie wyrósł, jak to senora widziałaś, on to bowiem jest tym młodym mulnikiem, który podróżuje z nami. Chłopiec ten, którego nazwaliśmy Lonzetem, był jedyną naszą pociechą. Elwira kochała go równie jak ja i mogę wyznać, że on jeden nas rozweselał, gdy byłyśmy znudzone czczymi grzecznościami zalotników siostry.

Kiedy mieliśmy już udać się do Villaca, Lonzeto zachorował na ospę. Łatwo pojąć naszą rozpacz; dnie i noce przepędzaliśmy przy jego łóżku, a przez cały ten czas tkliwy wieczorny głos znowu wyśpiewywał tęskne pieśni. Elwira płoniła się, jak tylko śpiewak zaczynał przygrywać, pomimo to jednak gorliwie zajmowała się Lonzetem. Nareszcie wyzdrowiało drogie dziecię, okna nasze znowu otworzyły się dla wzdychających, ale tajemniczy śpiewak umilkł.

Jak tylko pokazałyśmy się w oknie, wnet Rovellas stawił się przed nami. Oznajmił, że walka byków tylko z naszego powodu została odłożona, i prosił, abyśmy naznaczyły dzień widowiska. Odpowiedziałyśmy na tę grzeczność jak należało. Nareszcie wyznaczono ów pamiętny dzień na następną niedzielę, która, niestety, zbyt wcześnie nadeszła dla biednego hrabiego.

  WJJJKKM WJZVZJM WJKYPXM WQJVYBM WQXBVQM