- Jestem pewna, że to nasz tajemniczy śpiewak.
Gdy naczelnik Cyganów kończył to opowiadanie, jeden z jego powierników przyszedł zdawać sprawę z dziennych czynności, prosił nas więc, abyśmy pozwolili odłożyć dalszy ciąg do jutra, i wyszedł zatrudniać się rządami swego małego państwa.
- W istocie - rzekła Rebeka - przykro mi. że przerwano naczelnikowi opowiadanie. Zostawiliśmy hrabiego leżącego w szrankach i jeżeli do jutra nikt go nie podniesie, lękam się, by nie było za późno.
- Nie obawiaj się - przerwałem - i bądź pewna, że bogacza nie tak łatwo opuszczą; możesz zaufać jego służbie.
- Masz słuszność - mówiła Żydówka - zresztą nie to mnie niepokoi; chciałabym dowiedzieć się nazwiska wybawcy i czy to jest ten sam tajemniczy śpiewak.
- Ależ zdawało mi się - zawołałem - że pani wiesz o wszystkim!
- Alfonsie - odparła - nie wspominaj mi więcej o naukach kabalistycznych. Pragnę tylko to wiedzieć, co sama usłyszę, i nie chcę znać innej nauki poza umiejętnością uszczęśliwienia tego, kogo pokocham.
- Jak to? więc uczyniłaś już wybór?
- Bynajmniej, o nikim dotąd nie myślałam. Nie wiem dlaczego wyobrażam sobie, że człowiek mojej wiary z trudnością zdoła mi się spodobać, a ponieważ nie zaślubię nigdy człowieka waszego wyznania, mogę więc wybierać tylko wśród mahometan. Powiadają, że mieszkańcy Tunisu i Fezu są nader piękni i przyjemni.
Obym tylko znalazła człowieka z czułym sercem, niczego więcej nie wymagam.
- Ależ - dodałem - skąd ta odraza do chrześcijan?
- Nie pytaj mnie o to, wiedz tylko, że nie mogę zmienić wiary, chyba na mahometańską.
Sprzeczaliśmy się jakiś czas w ten sposób, gdy jednak rozmowa zaczęła słabnąć, pożegnałem młodą Izraelitkę i przepędziłem resztę dnia na polowaniu. Wróciłem dopiero na wieczerzę. Zastałem wszystkich w nader wesołym usposobieniu. Kabalista rozprawiał o Żydzie Wiecznym Tułaczu, utrzymując, że jest już w drodze i że niebawem przybędzie z głębi Afryki. Rebeka rzekła:
- Senor Alfonsie, ujrzysz tego, który znał osobiście przedmiot twego ubóstwiania.
Słowa Żydówki mogły mnie zaplątać w niemiłą dla mnie rozmowę, zacząłem więc mówić o czym innym. Szczerze pragnęliśmy usłyszeć tego wieczora dalszy ciąg historii naczelnika Cyganów, ale prosił nas o pozwolenie odłożenia jej na jutro. Udaliśmy się na spoczynek i zasnąłem nieprzerwanym snem.