Mąż mój zapytał Elwiry, dlaczego się tak obruszyła, i dodał:

- Mógłby kto mniemać, że to nasz tajemniczy śpiewak.

W tej chwili w domku naprzeciwko usłyszeliśmy przygrywki na gitarze i głos, który potwierdził podejrzenia mego męża.

- Dziwna rzecz - zauważył - ale ponieważ człowiek ten jest żonaty, przeto serenady jego należały zapewne do jednej z naszych sąsiadek.

- Ja zaś - dodała Elwira - byłam pewna, że pieśni te były przeznaczone dla mnie. Roześmieliśmy się z jej prostoduszności i przestaliśmy o tym mówić. Przez sześć tygodni, które przepędziliśmy w Villaca, okiennice domku naprzeciwko były zamknięte i nie widzieliśmy więcej naszych sąsiadów. Zdaje się nawet, że przed nami opuścili miasteczko.

Po upływie tego czasu dowiedzieliśmy się, że Rovellas przyszedł już nieco do zdrowia i że walki byków mają się znowu rozpocząć, wszelako bez osobistego uczestnictwa hrabiego. Wróciliśmy do Segowii, gdzie od razu wpadliśmy na same uroczystości, biesiady, widowiska i bale. Zabiegi hrabiego wzruszyły serce Elwiry i wesele odbyło się z nie widzianym dotąd przepychem.

W trzy tygodnie po ślubie hrabia dowiedział się, że położono koniec jego wygnaniu i że wolno mu pokazać się na dworze. Z radością mówił o wprowadzeniu tam mojej siostry. Wszelako przed wyjazdem z Segowii chciał dowiedzieć się o nazwisku swego wybawcy, kazał więc ogłosić, że kto mu doniesie o miejscu pobytu nieznajomego torreadora, otrzyma w nagrodę sto sztuk złota, każda po osiem pistolów. Nazajutrz odebrał następujący list:

  WQXYPKM WQVVVVM WQYXJVM WQPQYZM WJQBXZM