Pewnego dnia zaszłam ich w moim kurniku w najtragiczniejszych postawach. Elwira leżała na kojcu, trzymając chustkę i zalewając się łzami; Lonzeto, klęcząc koło niej, również z całych sił płakał. Zapytałam, co tu robią. Odpowiedzieli, że powtarzają scenę z romansu Fuen de Rozas y Linda Mora.
Tym razem domyśliłam się wszystkiego i poznałam, że prawdziwa miłość zaczyna błyskać spod tych komedii. Udałam, że nie spostrzegłam niczego, ale czym prędzej poszłam do proboszcza, ażeby się poradzić, co mam czynić w tym wypadku. Proboszcz, zastanowiwszy się chwilę, rzekł, że napisze do jednego ze swoich przyjaciół, duchownego, który będzie mógł wziąć Lonzeta do siebie, tymczasem zaś kazał mi odprawić nowennę do Najświętszej Panny i dobrze drzwi zamykać od sypialnego pokoju Elwiry.
Podziękowałam mu za radę, zaczęłam odprawiać nowennę do Najświętszej Panny i zamykać drzwi od pokoju sypialnego Elwiry, ale na nieszczęście nie pomyślałam o oknie. Pewnej nocy posłyszałam szmer u mojej siostrzenicy. Otworzyłam nagle drzwi i znalazłam ją śpiącą z Lonzetem. Wyskoczyli oboje w koszulach z łóżka i padłszy mi do nóg oświadczyli, że są sobie poślubieni.
- Któż was pożenił? - zawołałam. - Jakiż ksiądz dopuścił się tej niegodziwości?