Dzień osiemnasty

O świcie, gdy się obudziłem, przyszła...
O świcie, gdy się obudziłem, przyszła mi chętka odwiedzić nieszczęsną szubienicę Los Hermanos, w nadziei, że znowu znajdę tam jaką ofiarę. Przechadzka nie była nadaremna, w istocie bowiem znalazłem człowieka leżącego między dwoma wisielcami. Nieszczęśliwy zdawał się zupełnie pozbawiony czucia, zesztywniały, wszelako dotknąwszy się jego rąk, przekonałem się, że ma jeszcze w sobie resztki życia. Przyniosłem wody i skropiłem mu twarz, widząc jednak, że bynajmniej nie wraca do zmysłów, wziąłem go na plecy i wyniosłem z szubienicznego ogrodzenia. Powoli przyszedł do siebie, wlepił we mnie błędne oczy, a potem nagle, wyrywając się. zaczął uciekać w pole. Przez jakiś czas ścigałem go oczyma, spostrzegłszy jednak, że rusza w krzaki i łatwo może zabłądzić w tym pustkowiu, uważałem za swój obowiązek pobiec za nim i zatrzymać go. Nieznajomy obrócił się. a widząc, że go gonię, jął tym prędzej uciekać; nareszcie zatoczył się, upadł i zranił w głowę. Otarłem mu chustką ranę. po czym. oddarłszy kawał własnej koszuli, owiązałem mu głowę. Nieznajomy nic mi nie rzekł; wtedy, zachęcony tą uległością, podałem mu rękę i zaprowadziłem do obozu Cyganów, Przez cały ten czas nie mogłem wydobyć z niego ani jednego słowa.

  WJJQGJM WJZXYZM WJKYQBM WQJGBYM WQKQZXM