- Mówiłem - przerwał nieznajomy - o zasadach. jakie powziąłeś względem przyśpieszonego biegu ciała po płaszczyznach pochyłych. Jeżeli bowiem chcesz mówić o moim upadku i dowieść jego przyczyn, powinieneś wziąć pod uwagę, że ponieważ szubienica umieszczona jest na miejscu wyniosłym, musiałem biec po płaszczyźnie pochyłej. Stąd należało uważać linię mego biegu za przeciwprostokątną trójkąta prostokątnego, którego podstawa jest równoległa z widnokręgiem, kąt zaś prosty zawiera się między tąż podstawą a prostopadłą prowadzącą do wierzchołka trójkąta, czyli do spodu szubienicy. Wtedy mógłbyś powiedzieć. że bieg mój przyśpieszony po płaszczyźnie pochyłe] tak się miał do upadku wzdłuż prostopadłej, jak ta sama prostopadła miała się do przeciwprostokątnej. Ten to bieg przyśpieszony, oceniony tym sposobem, sprawił, że upadłem, nie zaś podwojenie mojej szybkości. To jednak w niczym nie przeszkadza, że uważam cię za kapitana w gwardii wallońskiej.
Po tych słowach nieznajomy wziął się znowu do swojej filiżanki, zostawiając mnie w niepewności co do sposobu, w jaki mam przyjąć jego dowodzenia. w istocie bowiem nie wiedziałem, czy prawdziwie mówił, czy też chciał ze mnie zadrwić.