Tymczasem sprawy moje ograniczały się do spoglądania przez żaluzje moich okien. Wieczorem spostrzegłem panią na balkonie w towarzystwie nieporównanej Elwiry. Mamże się przyznać? Z początku zdawało mi się, że widzę przed sobą pospolitą piękność, ale przypatrzywszy się bliżej, poznałem, że niewysłowiona harmonia rysów, która czyniła jej wdzięki mniej uderzającymi, olśniewała całym ich blaskiem, gdy ją porównywano z inną kobietą. Pani sama byłaś wówczas nader piękna, wszelako muszę wyznać, że nie byłaś w stanie wytrzymać porównania ze swoją siostrą.

Z poddasza mego z niewypowiedzianą rozkoszą przekonałem się, że Elwira jest zupełnie obojętna na składane jej hołdy i że nawet zdaje się nimi znudzona. Z drugiej jednak strony, spostrzeżenie to całkiem odjęło mi chęć pomnożenia tłumu jej wielbicieli, czyli ludzi, którzy ją nudzili. Postanowiłem spoglądać przez okno, dopóki nie zdarzy się lepsza sposobność zawarcia znajomości, i jeżeli mam prawdę powiedzieć, liczyłem, nieco na walki byków.

Przypominasz sobie pani, że wówczas nieźle śpiewałem, nie mogłem przeto wstrzymać się, żeby nie dać usłyszeć mego głosu. Gdy wszyscy zalotnicy już poodchodzili, zstępowałem z poddasza i przy towarzyszeniu gitary, jak umiałem najlepiej, śpiewałem tiranę. Powtarzałem to z kolei przez kilka wieczorów, nareszcie spostrzegłem, że oddalaliście się państwo dopiero po wysłuchaniu mojej pieśni. Odkrycie to napełniło duszę moją niepojęcie słodkim uczuciem, które jednak dalekie było od nadziei.

  WQKVYQM WQZYKYM WQQPZXM WJVKBQM WJXGVGM