Ciotka Torres, przypominając sobie, że ów synek jest tym samym mulnikiem, którego wicekról chciał posłać na galery, nie wiedziała, co odpowiedzieć, i dobywszy chustki, zalała się łzami.

- Przebacz, pani - rzekł wicekról - widzę, że odnawiam jakieś bolesne wspomnienia, ale dalszy ciąg mojej historii wymaga, abym mówił o tym nieszczęsnym dziecięciu. Pamiętasz pani, że zachorował wówczas na ospę; otaczałaś go pani najtkliwszymi staraniami i wiem, że Elwira także dnie i noce przepędzała przy łóżku chorego malca. Nie mogłem wstrzymać się od uwiadomienia pani, że jest ktoś na świecie, kto podziela wszystkie wasze cierpienia, i co noc pod waszymi oknami wyśpiewywałem tęskne pieśni. Nie zapomniałaśże pani o tym?

- Bynajmniej - odpowiedziała ciotka Torres - pamiętam bardzo dobrze i wczoraj jeszcze wszystko to opowiadałam towarzyszce mojej podróży.

Wicekról tak dalej mówił:

- Całe miasto zajmowało się tylko chorobą Lonzeta, jako główną przyczyną, dla której opóźniano widowiska. Dlatego też, gdy dziecię wróciło do zdrowia, radość była powszechna.

Nastąpiła wreszcie uroczystość, wszelako niedługo trwała. Pierwszy zaraz byk nielitościwie pokaleczył hrabiego i byłby go niezawodnie zabił, gdybym temu nie zapobiegł. Utopiwszy szpadę w karku rozjuszonego zwierzęcia, rzuciłem wzrok na waszą lożę i ujrzałem, że Elwira, pochyliwszy się ku pani, mówiła coś o mnie z wyrazem, który przejął mnie radością. Pomimo to znikłem w tłumie.

  WQPZPZM WJGJYXM WJXBXYM WQZVKZM WQQZQGM