Nazajutrz Rovellas, przyszedłszy nieco do sił, oświadczył się listownie o rękę Elwiry. Utrzymywano, że nie został przyjęty, on zaś dowodził przeciwnie. Dowiedziawszy się jednak, że wyjeżdżacie do Villaca, poznałem, że hrabia chełpił się według zwyczaju. Wyjechałem więc do Villaca, gdzie przyjąłem wieśniaczy sposób życia, chodziłem sam za pługiem lub przynajmniej udawałem, że pracuję, gdyż w istocie chłopiec mój tym się zajmował.
Po kilku dniach pobytu, gdy wracałem za wołami do domu, wsparty na ramieniu mojej siostry, która uchodziła za moją żonę, spostrzegłem panią wraz z mężem i Elwirą. Siedzieliście przed domem waszym przy czekoladzie. Siostra pani mnie poznała, ale ja wcale nie chciałem się zdradzić. Przyszła mi jednak złośliwa myśl powtórzenia niektórych pieśni, jakie wam śpiewałem podczas choroby Lonzeta. Odwlekałem oświadczyny, chcąc wpierw uzyskać pewność, że Rovellas został odrzucony.
- Ach, jaśnie oświecony panie - rzekła ciotka Torres - nie ma wątpliwości, że byłbyś potrafił zająć Elwirę, istotnie bowiem odrzuciła wówczas rękę hrabiego. Jeżeli później poszła za niego, uczyniła to myśląc, że jesteś żonatym.
- Widać, że opatrzność - odparł wicekról - miała inne zamiary względem mojej niegodnej osoby. W istocie, gdybym był otrzymał rękę Elwiry, Chiriguanie, Assinibuanie i Apalasi nie zostaliby nawróceni na wiarę chrześcijańską, a krzyż, święty znak naszego zbawienia, nie byłby zatknięty o trzy stopnie dalej na północ od Zatoki Meksykańskiej.